Wietrzne niedzielne popołudnie. Gminny Ośrodek Kultury w Niedzicy. Za wielkimi drzwiami korytarz. Po jego prawej stronie wejście na widownię. Póki co kilka osób. Zaskakująca cisza. Pojedyncze głosy dobiegają z dołu. Kolejne schody, nad nimi przyklejona kartka z napisem „garderoba” i strzałka w dół. Są w piwnicy. Kolorowe stroje mienią się w nieco przytłumionym świetle. Dziewczęta i chłopcy w różnym wieku. Trudno ich zliczyć. Wszyscy zajęci ostatnimi przygotowaniami przed wejściem na scenę. Jedni podpisują listę obecności, inni powtarzają swoje kwestie. Ktoś śpiewa, inny tańczy. W samym końcu korytarza zespół „Trybskie Dzieci”. – Jesteśmy najlepsi, dla nas występ na takich zwykach to nie problem – przekonuje kierownik zespołu i na potwierdzenie słów dodaje, że grupa z powodzeniem występowała w dwóch międzynarodowych konkursach. Dwudziestojednoosobowa grupa scenkę „Cuchania worków po kopaniu gruli” ćwiczyła przez kilka ostatnich tygodni. Dodatkowo dopracowywała kroki do wołoskiego czy polki. Dzieci nawet na przerwach w szkole powtarzały układy. – Najtrudniejszą rolę ma Kamila, to ona prowadzi większość dialogów, czuwa nad wszystkim – wyjaśnia Anna Stronczek. Sporo do pokazania na scenie ma także najmłodsza – dziesięcioletnia Wiktoria. – Gra takiego leniuszka, który robi wszystko, by oderwać od roboty pozostałe dziewczyny – objaśnia kierownik zespołu.
Gdy dzieci z Trybsza są prawie gotowe do wyjścia na scenę w dużej sali, w podziemiach GOK-u przebiera się inna grupa. Niezwykłe stroje. Część dziewczyn ubrana jest w biało-złote płaszcze, futrzane toczki na głowach, inne w pasiaste gorsety i spódnice. To goście z Zakrzewia z Północnej Wielkopolski. – Tradycją Zespołu Pieśni i Tańca „Rodlanie” są wyjazdy w okresie ferii na zimowisko, podczas którego realizowany jest program warsztatowy z zakresu tańca ludowego – wyjaśnia kierownik zespołu. – W programie są też atrakcje – kulig, górskie wędrówki i zjazdy narciarskie.
– Byliśmy także na basenach w Szaflarach – wtrąca Angelika, jedna z tancerek. – Taki wyjazd to nie tylko taniec, lecz przede wszystkim dobra zabawa dla wszystkich. Grupa ma zamiar pokazać m.in.: poloneza, mazura i kujawiaka.
Zaczyna się konkurs. Z widowni dobiegają pierwsze oklaski. Etnomuzykolog Aleksandra Bogucka – szefowa jury odczytuje protokół z wczorajszego konkursu instrumentalistów, skrzypków, śpiewaków, grup śpiewaczych i gawędziarzy. Jeszcze kilka słów podsumowania i podziękowania dla najmłodszych, którym chce się kontynuować tradycję rodziców oraz dziadków. Nie ma już wolnych miejsc. Przyszli dorośli i dzieci. Występy trwać będą kilka godzin. To przecież przegląd dorobku zespołów regionalnych. Będą prezentacje zwyczajów, scenek rodzajowych, obrzędów i tańca kultywowanego na Spiszu. Na scenie ma się pojawić zespół: Śpisoki, Frydmanianie, Mali Spiszacy, Ciardasie, Dunajec, Czardasz, Dunajec, Majowy Wierch, Maguranka, Cepelia Grupa Spiska.
Niedzielne XX Śpiskie Zwyki otwiera występ grupy „Honaj” z Dursztyna. Zespół czeka na schodach tuż przed wejściem na scenę. – Mam sklerozę, teraz już niczego nie pamiętam – denerwuje się Karolina Bizub, najbardziej odpowiedzialna osoba w zespole, występująca w pierwszej parze. – Pokażemy scenkę „Na borówkach”. Żeby dobrze wypaść, staramy się nie stresować i nie patrzeć na jury. Odrobinę napiętą sytuację stara się rozładować partner dziewczyny – Mirek Sołtys. – Karolina jest moją jedyną… jedyną, z którą do tej pory tańczyłem. To ożenkiem nie grozi – mówi z uśmiechem chłopak.
*
Trzydniowa impreza była współfinansowana z projektu „Spiskie kalendarium imprez – wspólne korzenie, wspólne horyzonty” realizowanej za pośrednictwem Euroregionu „Tatry” ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Współpracy Transgranicznej Polska – Słowacja 2007-2013.
aw |